Wołowina Hai -Tang 3



Hai-Tang  odbyła tygodniową podróż koleją z Nankinu do Szczecina, żeby tutaj wyjść za mąż. Odwiedziła nas z narzeczonym, podarowała komplet pałeczek z drewna, które nie nasiąka tłuszczem ani wodą i została podjęta polskim obiadem: barszcz z uszkami, zrazy zawijane, kasza gryczana, fasolka szparagowa z bułeczką, sernik. W pewnej chwili  nasza córka zaczęła się niestosownie zachowywać ;  nie przerywając konwersacji wzięłam pałeczki do ręki – dwie, złożone razem- i lekko stuknęłam pannicę po głowie. Hai-Tang zatkało, widocznie zatkało. Kiedy odzyskała oddech – wyjaśniła:  w Chinach matki dokładnie tak samo karcą dzieci!!! Zatkało mnie…
Z polskiego  obiadu najbardziej zadziwiła ją  polewa z bułeczki tartej z masłem. Mieliśmy nieco kłopotu, żeby jej wytłumaczyć, z czego to sie składa i jak przyrządza – a wypytywała cierpliwie i dokładnie. Kiedy jej narzeczony wspomniał o doskonalej wołowinie , jaką Hai-ang przyrządziła dla swojej przyszłej teściowej – musiałam, no musiałam wypytać o przepis. Przepis dostałam, robiłam nie raz, bo smakowity  bardzo.


Wołowinę bez kości ( ok. 1 kg)pokroić w kawałki o boku 2,5 cm. Obrumienić na oleju ( najlepiej partiami), przekładać do garnka w którym potrawa będzie się dusić. Zalać niewielką ilością wrzątku, zagotować, odstawić, odlać wodę. Na patelnie na której była smażona wołowina  wrzucić pokrojone drobno 2 cebule, kawałek posiekanego imbiru i dwie łyżki drobno pokrojonej skórki pomarańczowej. Podsmażać do zeszklenia cebuli, całość wraz z tłuszczem przełożyć do garnka z mięsem. Dodać 4 łyżki sosu sojowego, 3 łyżki wina ( powinno być ryżowe, ale ja daję białe wytrawne) i 2 łyżeczki cukru. Zalać zimną wodą tak, żeby przykryło zawartość i dusić na malutkim ogniu ( albo wstawić do piekarnika, przykryte) tak długo, aż mięso będzie zupełnie miękkie.
Podawać koniecznie z ryżem. Pałeczki – obowiązkowe :)

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

CAPTCHA Image

*

3 thoughts on “Wołowina Hai -Tang

  • Muscat

    No, to się nazywa udokumentowany przepis! Od prawdziwej Chinki to jest coś!
    Wygląda i brzmi dobrze; muszę spróbować. Mam wrażenie, że wreszcie mi się wołowina miękka uda.
    No i któż by śmiał takie cudo dziabać widelcem?! Pewnie, że pałeczkami – lepiej smakuje.