Salsa verde 1


Mąż dzwoni: kochanie, dzisiaj na kolację zaprosiłem gości, dasz coś jeść? Tak jakbym mogła powiedzeć NIE… Zrobiłam przegląd lodówki, zamrażarki. Znalazłam zamrożonego dorsza, sałatę ,  pęczek zielonej pietruszki. Dorsza rozmrażałam w zalewie z wody, soli i odrobiny octu jabłkowego. Na patelnię wlałam wodę z białym winem i w tej kapieli zanurzyłam pokrojoną w wąskie paski rybę. Przykryłam pokrywką, niech mruga.

 Bo  wymyśliłam – to ten pęczek pietruszki – że zrobię wreszcie salsa verde , który przyuważyłam    kiedyś  w  książce  Tessy  Caponi – Borawskiej.  Autorka  co  prawda   każe w dzieży składniki rozcierać, ale ja po prostu wrzucałam do malaksera: pokrojony z grubsza pęczek zielonej pietruszki, dwie łyżki kaparów, mały kiszony ogórek,  dwa jajka na twardo wstępnie pokrojone ( ogórek zresztą też), pół tuby pasty anchovies  i pusciłam maszyne w ruch. Przez „kominek” dolewałam powolutku oliwę.

 Potem tylko oblizywałam palce. A, dodałam jeszcze coś, czego w przepisie nie było: łyżkę zielonego pieprzu z zalewy. Nie było wyjścia – tło musiało być delikatnie obojętne. Więc dostali goście ryż gotowany w „dużej wodzie” bez soli, rybę duszoną w winie i do tego gęsty, pachnący pikantny sos.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

Komentarz do “Salsa verde