Mibuna 2


Orzech kokosowy kosztował mnie niecałe dwa złote. Odbyłam rytualne dziurawienie, wetknęłam słomki, spuściłam sok, rozbiłam skorupę i wybrałam miąższ. W tym momencie stanęłam przed dylematem : to co ja mam z tego zrobić ? Jak wykorzystać? Rzuciłam się do książek, do Internetu i co? Praktycznie wszystkie przepisy podają wykorzystanie kopry, najlepiej w postaci wiórków. Znalazłam w sumie ze cztery sałatki owocowe z dodatkiem świeżego kokosa i koniec.
Książeczka Biruty Markuzy „Orientalne smaki” podsunęła mi jednak pomysł: danie w stylu tropikalnym z produktów, jakie znalazłam we własnej spiżarni.
W moździerzu  rozdrobniłam ½ łyżeczki kminku, 4 goździki, 4 liście laurowe i 1 łyżeczkę kolendry.
Dwie cebule posiekałam. Jedną cytrynę sparzyłam, otarłam skórkę do osobnej miseczki ( do wykorzystania do ciasta), a pozostałość drobno pokroiłam. Dwa ząbki czosnku i kawałek świeżego imbiru starłam na drobnej tarce.
W garnku o grubym dnie  rozgrzałam dwie łyżki oleju , dodałam  suche przyprawy i podgrzałam, aż zaczęły strzelać. Dodałam cebulę i resztę. Przypilnowałam, żeby cebula tylko się zeszkliła.
Dorzuciłam posiekaną mibunę, zamieszałam, dodałam puszkę krojonych pomidorów i spokojnie zostawiłam na małym gazie żeby się dusiło.
Na patelni rozgrzałam łyżkę oleju, wsypałam marchew  ( dwie spore) pokrojoną w zapałkę, na dużym ogniu mieszałam  chwilę i dołożyłam posiekany miąższ kokosa. Poczekałam , aż kokos się zarumieni i zsunęłam całość do garnka z sosem.
Pozostało  doszlifować smak. Dwie łyżki sosu teryiaki, 2 łyżeczki pasty curry green, 1 łyżeczka sambal oelek, sól.
Makaron  mie  wystarczyło zalać wrzątkiem, odcedzić i już można wołać domowników.
Mięsożercom dodałam  dwa filety z kurczaka pokrojone w kostkę, zalane sosem teryiaki , które odstały swoje w lodówce, a przed podaniem zostały krótko obsmażone.

Wyszła mi kolejna wersja curry – czyli orientalnego gulaszu , w którym nie mięso jest najważniejszym składnikiem. Można dodać kurczaka, ale można i rybę przygotowaną w podobny sposób. Można  baraninę czy wołowinę ( wymagają jednak dłuższego gotowania) , a w polskich warunkach nawet wieprzowinę. Egzotyczne przyprawy stoją na półkach w marketach. Zamiast sosu teryiaki można dać sos sojowy, zamiast sambal oelek sos chili, tajskie green curry spokojnie można pominąć, a świeży kokos zamienić na wiórki. Mibuna zaś … nabyta przeze mnie w markecie i pochodząca z polskiej hodowli ! pozostanie zagadką.

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

2 thoughts on “Mibuna