Kapusta duszona na czerwono


Dwadzieścia pięć lat temu książeczka „Kuchnie dalekiego wschodu” otworzyła przede mną świat egzotycznych smaków. To nic, że większość produktów była nieosiągalna. To nic, że zamiast sosu sojowego przyszło używać przyprawy do zup w płynie. To nic, że wok w owym czasie był pojęciem z obrazka tylko. Ale nauczyłam się, że warzywa niekoniecznie muszą być zagotowane na śmierć; takie chrupkie, tylko otoczone cieniutką warstewką oleju są znacznie smaczniejsze i zdrowsze. Nauczyłam się, że staranne przygotowanie jednokęsowych kawałeczków mięsa czy ryby skutkuje znacznie krótszym czasem smażenia. Nauczyłam się wreszcie marynowania tychże kawałeczków na 15 minut przed wrzuceniem na patelnię. To wszystko było rewolucją. Łącznie z nauką jedzenia pałeczkami.
Jednym z przepisów możliwych do wykonania zdała mi się „Kapusta duszona na czerwono”. Kupiłam więc główkę kapusty, pokroiłam w półcentymetrowe paski jak kazali, wrzuciłam na patelnie na dwie czy trzy łyżki oleju. Krótko obsmażyłam, polałam łyżką przyprawy do zup i podlawszy troszkę wodą pozostawiłam pod przykryciem, żeby się dusiła. W przepisie był jeszcze dodatek pieprzu chili i cukru. Za chili nie przepadam. W efekcie potrawie czegoś brakowało. Hmmm.. Z cukru zrobiłam karmel i nim doprawiłam kapustę. Kolor się zrobił piękny, czerwonobrązowy, słodyczy było akurat i w ogóle mniamuśność.
Minęło ćwierć wieku. Pokochałam kuchnie chińską i jej odmiany. Często gotuję którąś z szybkich potraw, mając na uwadze również to, że zamarynowane mięsko może w lodówce postać spokojnie dzień czy dwa. Dorobiłam się woka. W sklepach pojawiły się przyprawy chińskie, wietnamskie, tajskie, indyjskie. Pojawiły się różne gatunki ryżu! Makaron sojowy i grzyby mun! Pędy bambusa w puszkach! Prawdziwe sosy sojowe i słodkie sosy chili! I nawet udało mi się znaleźć pieprz syczuański!
Zaś dzisiaj kanoniczny przepis na kapustę duszona na czerwono w mojej kuchni wygląda tak: kapusta zwykła, nasza ( NIE WŁOSKA, bo się rozłazi!) albo z pekińskiej części twarde ( miękkie zużyć na surówkę) pokroić w paski. Reszta jak wyżej, tylko podlewam białym winem albo rozpuszczoną kostką rosołową; daję prawdziwy sos sojowy i czasami doprawiam łyżeczką słodkiego sosu chili. Podaję naturalnie z niesolonym ryżem, w miseczce i obowiązkowo z pałeczkami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*