Co to ja chciałam – gazpacho 4


Chcialam podzielić sie z Wami dorobkiem rozsianym tu i ówdzie po sieci, który nosi wspólną nazwę „Kulinarki”. Założenie jest takie: anegdota + przepis. Formę wymyśliłam całe lata temu, kiedy jeszcze o blogach nikt nie słyszał, a erupcja mody na gotowanie była przed nami.
Postanowiłam je „wydać”: zamieścić w jednym miejscu, powolutku, niespiesznie, bo nie jest to lektura na szybkie jednorazowe czytanie. Jaśli kogoś zainspiruję – będę zachwycona.
Zaczynamy od gazpacho.
To słowo pachnie słońcem , Hiszpanią i upałem. Gazpacho. Pozornie banalny, pomidorowy chłodnik. Kiedy w Szczecinie otwarto restaurację „El Toro” ( każdy natychmiast zgadnie o jaka kuchnię chodzi), wybraliśmy się na gazpacho i paellę. Podobno kucharz miał być rodem z Andaluzji, podobno… podobno…Krótko mówiąc opuściliśmy lokal bez entuzjastycznego zachwytu nad zaserwowanymi nam daniami. Gazpacho okazało się sokiem pomidorowym na zimno z wkrojonym kawałkiem pomidora podanym w glinianej misce. Paella daniem typu przegląd lodówki z ryżem. Czym się tak ludzie zachwycają?
Poczytałam ja sobie odpowiednią literaturę przedmiotu, poeksperymentowałam i….
Gazpacho jest r e w e l a c y j n e !!!!!!!! Genialne! W sierpniu, kiedy pomidory są pełne słonecznego ciepła, papryka dojrzała i słodka, a ogórki ciągle jędrne i z małymi pestkami, przyrządzam gazpacho dla rodziny i przyjaciół. Co być musi: warzywa jak wyżej, dobra hiszpańska oliwa z oliwek ( zielona, tłoczona na zimno i niestety, bardzo kosztowna) i ocet winny, najlepiej czerwony. Tutaj nie można sobie pozwolić na zamianę. Jeżeli damy zwykły olej i ocet spirytusowy, to zepsujemy potrawę.
Właściwie gazpacho robi się na raty. Najpierw warzywa należy podzielić: na jedną kupkę 2-3 pomidory ( te brzydsze, nawet miękkie – byle nie popękane, za to baaardzo dojrzałe), 2 krótkie ogórki , cebula 1 zwykła , 1 czerwona, 5 ząbków czosnku. Na drugą kupkę 2 – 3 najpiękniejsze pomidory, ogórek, papryka 1 czerwona, 1 zielona . Warzywa z pierwszej kupki zmiksować i nawet przetrzeć przez grube sito ( na sicie zostaną pestki i włókna cebuli), potem przecier wlać z powrotem do malaksera, dodać nieco ( 4 -5) kromek tostowego chleba bez skórki, jeszcze raz zmiksować, dodać oliwę ( 1/2 szklanki) i ocet – do smaku ( zwykle starcza 1,5 łyżki).Całość przelać do dużego , najlepiej kamiennego garnka, dolać 1 litr soku pomidorowego ( może być z kartonu) i wstawić do lodówki na 2 – 3 godziny. Siąść, odpocząć i na siedząco przygotować drugą kupkę warzyw. Starannie obrane ( oczywiście najlepiej je sparzyć) pomidory i ogórek pokroić w dużą kostkę, umieścić w osobnych miseczkach. Kolejne miseczki zapełnić czym dusza zapragnie: a to kawałkami papryki, a to szczypiorkiem, a to jajkami ugotowanymi na twardo. I jeszcze konieczny moim zdaniem dodatek: grzanki z chleba tostowego usmażone na oleju ( tym razem zwykłym).
No i możemy prosić gości do stołu. Na centralnym miejscu stawiamy schłodzone gazpacho, a wokół miseczki z dodatkami i grzanki. Reszta należy do stołowników.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

4 komentarzy do “Co to ja chciałam – gazpacho