Bramboraki 6


Kiedy jeszcze nie było autostrady z Pragi do Drezna,  razu pewnego jechaliśmy  czterdziestką  w sznurku pojazdów  ciągnących przez Teplice w kierunku przejścia granicznego Altenberg. Po obu stronach drogi wesołe panienki zachęcały do skorzystania z ich usług,  drogowcy kładli tu i ówdzie świeży asfalt, słońce prażyło niemiłosiernie. Obiecywaliśmy sobie: obiad zjemy jeszcze w Czechach, przed granicą. Łagodnie pod górę, coraz chłodniej i nagle znajdujemy się na rondzie w szczerym polu, widzimy w oddali jakieś zabudowania, wjeżdżamy w krótki tunel i orientujemy się, że to już przejście graniczne. A nasz obiad???

Więc zawracamy i w tunel i na górę i z ronda, tego samego, widzimy wiejską chałupę z napisem „Restaurace Cinovec”. Parking pod chałupą niewielki, ale budka „Smenarna” czynna, no to może dadzą nam jeść? Chałupa prawdziwa wiejska, dostosowana nieznacznie do potrzeb gości, jako dekoracja – stare sprzęty gospodarskie. Jacek zamawia rzezak   ( schabowy znaczy się ), a ja proszę „Bramboraki s Hermelinom a brusnicou”. Niby wiem,  czego mogę oczekiwać, ale…



Trzy zgrabne, spore, brązowozłote  placuszki ziemniaczane z krążkiem białego, rozpłyniętego leciutko w obrębie skórki camemberta i łyżeczka borówek na wierzchu. Smakuje co najmniej tak dobrze jak wygląda. Delektuję się nimi powolutku, żeby na jak najdłużej starczyło, a potem biorę głęboki wdech i idę do kuchni. Najpierw  komplementuje kucharkę – z czystym sumieniem, bo potrawa nadzwyczaj smaczna, a potem pytam o tajemnice rozpłyniętego sera. Czy w mikroweli? Nie, odpowiada kucharka, kładę ser na placek i przykrywam pokrywką, chwila i ser gorący. Ot i cała tajemnica.

Zabrałam ze sobą wspomnienie doskonałego zharmonizowania smaków, urody kompozycji i lodowatego wiatru na przełęczy.


Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

6 thoughts on “Bramboraki